Prezes Bayernu Monachium krytykowany za podatkowe oszustwa

Niedziela, 21 kwietnia 2013 (17:01)

Prezes najsłynniejszego niemieckiego klubu piłkarskiego Bayernu Monachium Uli Hoeness, po ujawnieniu przez prasę, że oszukiwał urząd podatkowy, stał się przedmiotem ostrej krytyki. Transparency International mówi o utracie wiarygodności przez działacza.

Zdjęcie

Uli Hoeness /AFP
Uli Hoeness
/AFP

"Wiarygodność Hoenessa została w najwyższym stopniu zachwiana" - powiedziała dziennikowi "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" (FAS) w niedzielę Sylvia Schenk, pełnomocniczka Transparency International do spraw sportu.

"Będzie mu bardzo ciężko wykaraskać się z tego" - podkreśliła przedstawicielka TI. Jej zdaniem sprawa Hoenessa, który jest osobą publiczną, jest "ciosem dla całego sportu". "Jak Uli Hoeness będzie teraz tłumaczył młodym piłkarzom, że nie powinni oszukiwać podczas gry?" - pyta Schenk w rozmowie z "FAS".    

Reklama

"Uli Hoeness przestał być wzorem do naśladowania" - powiedział szef SPD w Bawarii Folrian Pronold. Premier Bawarii Horst Seehofer (CSU) przyznał, że został już wcześniej poinformowany o sprawie Hoenessa. Jego zdaniem dalsze decyzje w tej sprawie należą do wymiaru sprawiedliwości i fiskusa.

61-letni Hoeness był przez wiele lat menedżerem Bayernu, od 2009 roku jest prezesem klubu. 

Tygodnik "Focus" poinformował w sobotę, że Hoeness zawiadomił w styczniu urząd podatkowy o popełnieniu przez niego oszustwa podatkowego w związku z posiadaniem konta w szwajcarskim banku. Prokuratura wdrożyła przeciwko działaczowi śledztwo. Monachijski prokurator Ken Heidenreich potwierdził wdrożenie postępowania wyjaśniającego. Prokuratura bada, czy zawiadomienie ma moc prawną i czy jest kompletne.

Ani prokuratura, ani Hoeness nie podali wysokości kwoty będącej przedmiotem postępowania. "Bild am Sonntag" podał w niedzielę, że prezes Bayernu wpłacił sześć milionów euro tytułem uregulowania zaległości podatkowych. Według tabloidu należy wnioskować, że suma ukrytych dochodów wynosiła co najmniej dziesięć milionów euro. Dobrze poinformowane źródła w Monachium twierdzą, że kwota ta jest w rzeczywistości znacznie wyższa - czytamy w niedzielnym wydaniu "Bilda".

Prezes Bayernu tłumaczy, że zamierzał uregulować zaległe podatki po wejściu w życie niemiecko-szwajcarskiej umowy podatkowej. Podpisane dwa lata temu porozumienie, przewidujące uregulowanie problemu nieuczciwych podatników posiadających konta w Szwajcarii, zostało jednak zablokowane w grudniu w drugiej izbie parlamentu, Bundesracie, przez partie opozycyjne - SPD i Zielonych.

Od kilku lat niemieckie władze kupują pozyskane najczęściej w nielegalny sposób dyskietki z danymi niemieckich podatników, którzy ukryli pieniądze w bankach w Szwajcarii, Luksemburgu i Liechtensteinie. Po każdej takiej transakcji nieuczciwi podatnicy masowo zgłaszają się do urzędów podatkowych, zgłaszając popełnienie przestępstwa. Takie zawiadomienie traktowane jest jako okoliczność łagodząca przy ustalaniu wysokości kary.

"Bild am Sonntag" podkreśla, że afera podatkowa dotyczy prywatnego konta Hoenessa i nie ma związku z klubem. Jednak niemieckie media, w tym agencja dpa, piszą, że ujawnienie skandalu na kilka dni przed półfinałowym meczem Ligi Mistrzów z Barceloną stawia drużynę z Monachium w niekorzystnej sytuacji.

"Hoeness jest dla nas oczywiście ważną osobą, ale nie komentujemy tej sytuacji - nie stanowi ona dla nas żadnego obciążenia" - powiedział trener Bayernu Jupp Heynckes. Sportowy szef klubu Matthias Sammer nazwał "bzdurą" łączenie sprawy Hoenessa z meczem z Barceloną.

Jak podkreślają niemieckie media, Hoeness nie pojawił się w sobotę na stadionie w Monachium podczas ligowego meczu swojej drużyny z zespołem Hannover 96.

Bayern Monachium zapewnił sobie już dwa tygodnie temu kolejne mistrzostwo Niemiec. W 50-letniej historii Bundesligi Bayern zdobywał tytuł mistrzowski aż 22 razy.


Artykuł pochodzi z kategorii: Wtopy