Szaleństwa Artura Boruca

Środa, 6 lutego 2013 (06:40)

Artur Boruc miał wiele przygód. A to karano go za picie alkoholu, a to ratował z opresji kobietę w ciąży. W Szkocji ukarano go za pokazywanie znaku krzyża, przez co Polaka nazywali nawet męczennikiem. Dziś Artur powinien znowu wystąpić w reprezentacji Polski.

Zdjęcie

Artur Boruc po porażce z Niemcami na mundialu 2006 /AFP
Artur Boruc po porażce z Niemcami na mundialu 2006
/AFP

Zawsze lubił prowokować, nie stronił od alkoholu i nie potrafił trzymać języka za zębami... Z drugiej strony jest znakomitym bramkarzem z wieloma genialnymi meczami na koncie. Artur Boruc wraca do reprezentacji Polski. Czy znów będzie najlepszym polskim piłkarzem na mundialu? Droga do Brazylii jeszcze daleka, a to, czy Boruc ponownie wystąpi na mistrzostwach świata, zależy nie tylko od niego.

Na razie wracający do wysokiej formy golkiper angielskiego Southamptonu dostał pierwszą szansę od selekcjonera Waldemara Fornalika, by pojawić się na zgrupowaniu kadry. Jeśli zagra z Irlandią i zagra dobrze, będzie to wielki krok do powrotu 32-letniego "bramkarza z przygodami" do reprezentacji Polski na stałe.

Reklama

Kto powinien stanąć w polskiej bramce? Głosuj!

Debiutował z ... Irlandią

Boruc urodził się 20 lutego 1980 roku w Siedlcach. W tamtejszej Pogoni po raz pierwszy stawał między słupkami w meczach drużyn młodzieżowych, a w wieku 16 lat zadebiutował w drużynie seniorskiej w meczu trzeciej ligi.

W wieku 18 lat był już bramkarzem Legii Warszawa, a krótko po 22. urodzinach został na długi czas pierwszym bramkarzem "Wojskowych". W Legii rozegrał 69 meczów ligowych, zdobył mistrzostwo kraju i Puchar Ligi, a nawet strzelił jednego gola w lidze, wykorzystując rzut karny. Boruc do dziś jest fanem Legii. Jako piłkarz Celticu pojawiał się nawet na trybunach warszawskiego stadionu wśród najzagorzalszych kibiców, stawiał im piwo, a w Szkocji pokazywał kibicom słynną "eLkę".

Za czasów gry w Legii selekcjoner reprezentacji Paweł Janas powołał Boruca do kadry. Zadebiutował w towarzyskim meczu z... Irlandią (czyżby historia zatoczyła koło?). Pod koniec eliminacji mundialu 2006 Boruc był już podstawowym bramkarzem reprezentacji.

Celtic i pierwsze kłopoty

W 2005 roku bramkarz Legii został  zawodnikiem szkockiego Celticu Glasgow - najpierw wypożyczony, a chwilę później wykupiony definitywnie przez "The Bhoys". Już w pierwszym sezonie Boruc zdobył z Celtikiem mistrzostwo Szkocji. W sumie rozegrał w zespole z Glasgow 162 mecze i trzy razy był triumfatorem rozgrywek ligowych.

To w barwach Celticu "Holy Goalie" zasmakował Ligi Mistrzów, to z tym zespołem zatrzymywał słynny Manchester United, broniąc karnego Louisa Sahy w ostatniej minucie meczu.

Artur Boruc wraca do kadry

liczba zdjęć: 25

Występy Boruca w barwach Celticu były często prezentacją jego nieprzeciętnych możliwości. Jednak także wtedy rozpoczęły się pierwsze poważniejsze "przygody" Boruca i pokaz jego trudnego charakteru.

Latem 2008 roku Boruc złamał  klubowy regulamin Celticu po towarzyskim przedsezonowym meczu z Feyenoordem Rotterdam. Polak pił alkohol w hotelu, gdzie przebywała jego drużyna. Na piłkarza nałożono karę 50 tys. funtów. Dyrektor  klubu Peter Lawwell stwierdził, że kara należy się Borucowi, ponieważ jako piłkarz Celticu jest jego ambasadorem, a pijąc alkohol nie tylko złamał regulamin, ale naruszył dobre imię "Celtów".

Zaledwie parę dni później Boruc znów pojawił się w mediach z przyczyn innych niż dobre występy na boisku. Tym razem poszło o wiarę, a raczej jej demonstrowanie. Boruc postanowił uczynić znak krzyża przed trybuną protestanckich kibiców odwiecznego rywala Celticu - Glasgow Rangers.

Prokurator uznał, że gesty Boruca były prowokacyjne. Kościół katolicki stanął w obronie Polaka. Niektórzy nawet nazywali go męczennikiem. Skończyło się na pouczeniu i drobnej grzywnie. Nie skończyło się natomiast drażnienie Rangersów przez Boruca, który przy następnej okazji powtórzył swoją prowokację.

Kibice Celticu nazywali go "Holy Goalie" - "Święty Bramkarz", a ten spacerował przed kibicami Rangersów w koszulce z papieżem Janem Pawłem II.

Boruc w koszulce z papieżem

Polski bramkarz nie zawsze wytrzymywał napięcię, co kończyło się kłótnią z kolegą z zespołu podczas treningu, czy starciem z innym podczas meczu Ligi Mistrzów.

Boruc miał też w Szkocji chwilę chwały, gdy okrzyknięto go bohaterem, po tym jak stanął w obronie trojga Polaków zaatakowanych przez bandytów. Polski bramkarz, według relacji mediów, miał uspokoić krewkich chuliganów i odwieźć ranną Polkę do szpitala. Boruc dostał za to specjalne wyróżnienie w 40. edycji Konkursu Fair Play organizowanego przez Polski Komitet Olimpijski.

Wielkie mecze i "wyloty" z reprezentacji

Jako piłkarz Celticu Boruc ugruntował swoją pozycję w reprezentacji, a na fatalnym dla Polski mundialu 2006 w Niemczech był najjaśniejszym punktem kadry Janasa, chroniąc nasz zespół przez totalną kompromitacją, choć zdaniem niektórych ona i tak nastąpiła.

Boruc rozegrał znakomite spotkanie przede wszystkim przeciwko gospodarzom turnieju, broniąc zespół przed utratą gola w beznadziejnych wydawało się sytuacjach. W doliczonym czasie gry nie był już jednak w stanie zatrzymać kolejnego strzału i skończyło się na minimalnej porażce. "Strzelali we mnie" - powiedział skromnie po meczu Boruc. Jego zdaniem, mundial został "spieprzony" przez naszą drużynę.

Artur Boruc - polski bohater

Po dłuższym namyśle także nowy selekcjoner Leo Beenhakker zaufał Borucowi, a ten pomógł mu awansować na austriacko-szwajcarskie Euro 2008. Na mistrzostwach Europy Boruc znów był bohaterem (niestety ponownie tylko on), chyba nawet większym niż dwa lata wcześniej w Niemczech. To po rewelacyjnym występie przeciwko Austriakom został popularnym "Borubarem".

Krótko po klęsce na Euro Boruc po raz pierwszy wyleciał z kadry narodowej. Za pijaństwo po towarzyskim meczu wyjazdowym z Ukrainą Beenhakker odsunął piłkarza od zespołu. Według medialnych doniesień, Boruc miał brać udział w demolowaniu pokoju hotelowego i oferować tłumaczce reprezentacji pieniądze za seks.

Miękkie serce holenderskiego selekcjonera sprawiło, że chwilę później Boruc znów był w kadrze, ale jak się okazało, tylko po to, by kompletnie zawalić nam eliminacje mundialu w RPA (choć trudno winić za porażkę tylko jego, gdyż tamta drużyna nie była w stanie wygrywać już z nikim).

Dramat Boruca w meczu Irlandia Płn. - Polska

Nowym selekcjonerem reprezentacji Polski, który miał zagwarantować nam sukces na Euro 2012, został Franciszek Smuda. Szkoleniowca odrzucały kolejne kilogramy, które przybywały Borucowi, a także informacje z prasy brukowej o fatalnym prowadzeniu się golkipera, porzuceniu żony, nowej partnerce...

Latem 2010 Smuda postanowił jednak dać szansę bramkarzowi i powołał go na towarzyski mecz z Ukrainą. Boruc zagrał nieźle, ale podczas powrotu z amerykańskiego tournee pił alkohol na pokładzie samolotu, mimo zakazu selekcjonera. Smuda wyrzucił Boruca z kadry, a ten publicznie nazwał go "Dyzmą", potem twierdził, że szkoleniowiec jest wredny i dwulicowy.

Największe wpadki Artura Boruca

Odbudowa we Włoszech i znów "święty"

W kolejnych miesiącach stało się jasne, że Smuda nie da się namówić na wciągnięcie Boruca do kadry przed Euro w Polsce i na Ukrainie. Tymczasem zawodnik powoli odbudowywał się fizycznie i psychicznie we włoskiej Fiorentinie. Trafił tam z Celticu, w którym nie było mu już wygodnie.

We Florencji polski bramkarz wykorzystał kontuzję Sebastien Freya i wskoczył do pierwszej jedenastki, rozgrywając w ciągu dwóch sezonów aż 62 mecze w Serie A.

Latem 2012 roku Boruc niespodziewanie pożegnał się z Fiorentiną. Przez chwilę podtrzymywał formę, trenując z Legią, tymczasem media niemal codziennie łączyły go z nowym klubem, a to Queens Park Rangers, a to Terek Grozny...

Rozpoczął się nowy sezon, a  Boruc wciąż nie miał klubu. Wreszcie jesienią wyciągnął po niego rękę broniący się przed spadkiem z Premier League  Southampton FC. Początek występów Boruca w zespole "Świętych" nie był udany. Nie dość że niepewnie spisywał się na boisku, to jeszcze, zdaniem oskarżających go fanów, wyzywał ich i rzucił butelką podczas jednego ze spotkań.

Sytuacja z kibicami się wyjaśniła, a Boruc odcierpiał co swoje na ławce rezerwowych i na trybunach. W ostatnich meczach Southamptonu wychodził w podstawowym składzie i coraz bardziej przypominał starego dobrego Boruca.

Pozostaje mieć nadzieję, że wybitny bramkarz nie zmarnuje swej szansy w Anglii, a z kadry Fornalika nie da się łatwo wypchnąć, zwłaszcza przez nieodpowiedzialne zachowanie. Niespełna 33 lata to jak na bramkarza wiek wcale nie skazujący na emeryturę.

Autor: Waldemar Stelmach

Artykuł pochodzi z kategorii: Odloty